Haydamaky ft. Kamil Bednarek- Please Call Me Later
Cześć wszystkim.
Ostatnio dostałam ciekawe pytanie, mianowicie " Co tak naprawdę chcesz robić na tym blogu? " i postanowiłam na nie odpowiedzieć publicznie. Nie mam zamiaru pisać w postach o jakichś życiowych przejściach, poradach, gdyż po prostu nie jestem w tym dobra i nie będę tego ukrywać, ani starać się napisać coś nie wiadomo jak genialnego, skoro mi to nie wychodzi. Założyłam bloga, aby podzielić się z wami swoją pasją, którą jest fotografia. Mam zamiar dodawać tu wszelkie fotorelacje z koncertów, ale też prywatne zdjęcia z na przykład wakacji, które mogą Was w jakiś sposób na przykład zainspirować.
Ale może przejdę do tematu, bo tak gadam i gadam.
W dzisiejszym poście chciałabym opowiedzieć Wam o moim drugim koncercie, który odbył się 8 czerwca 2012 r. w Trzebnicy. Wspominałam w poprzednim wpisie, że kompletnie nie spodziewałyśmy się wraz z moją przyjaciółką Natalią, że jeszcze kiedykolwiek uda nam się pojechać na koncert zespołu BEDNAREK, nie wiedziałyśmy, że tak naprawdę koncert w Wałbrzychu zapoczątkował nowy rozdział w naszym życiu, które od tamtego momentu miało być przepełnione wyjazdami na koncerty. Tak też się stało. Na ten koncert pojechałyśmy razem z moją mamą, która dzielnie sprawuje do teraz rolę kierowcy i jej znajomą, która również uwielbia Kamila. Od samego rana towarzyszył nam cudowny humor, w końcu miałyśmy jechać na koncert, a na dodatek na niebie widniało olbrzymie słońce. No żyć nie umierać. Droga w sumie zajęła nam około dwóch godzin, łącznie z przystankami. Kiedy dojechałyśmy na miejsce próbę miała jeszcze Ewelina Lisowska, która miała zagrać koncert tuż po występie zespołu BEDNAREK. Zajęłyśmy, jak zwykle, miejsca w pierwszym rzędzie i niecierpliwie czekałyśmy na koncert. W międzyczasie zauważyłyśmy, że kilka osób przedostało się za barierki do namiotu Kamila i robią sobie bez problemu z nim zdjęcia. Nie przyszło nam do głowy " wbijanie" do niego, dlatego prosząc mamę, aby zaczekała, podbiegłyśmy do barierki, przy której stała pani ochroniarz i grzecznie spytałyśmy, czy mogłaby przekazać Kamilowi nasze wydrukowane zdjęcia do podpisu. Na nasze szczęście była to bardzo miła kobieta, która nie widziała w tym niczego złego i wykonała naszą prośbę. Koncert jak zwykle okazał się fenomenalny. Kamil miał tyle energii, że mimo uciążliwego mikrofonu z kablem skakał jak szalony po scenie, która, trzeba przyznać, była naprawdę mała. Tuż po koncercie Kamil jak zwykle rozdawał mnóstwo autografów, jednak nie robiąc sobie zdjęć z nikim. Dlaczego? Otóż dlatego, że pogoda popsuła się w tak szybkim tempie, że chwilę po zejściu zespołu ze sceny z nieba zaczął padać deszcz. Kamil pomachał nam biegnąc do namiotu, ale my, jak to my, byłyśmy na tyle uparte, że chciałyśmy mimo wszystko spróbować zdobyć zdjęcie. I... Udało nam się! Członkowie zespołu, którzy byli w trakcie pakowania sprzętu, usłyszeli nasze wołanie i podeszli do nas, aby następnie wpuścić nas do namiotu Kamila. Trzeba było widzieć naszą reakcję, gdy Kamil z uśmiechem powiedział, że pamięta nas z Wałbrzycha. Płakałyśmy jak głupie, ale na szczęście, z trudem, bo z trudem, ale powstrzymałyśmy się przy robieniu zdjęć. Na końcu czekała nas całkiem zabawna sytuacja. Poprosiłyśmy Kamila, aby podpisał nam lewe ręce, gdyż na prawych wciąż widniał podpis sprzed tygodnia. Byłyśmy na tyle mądre, że gdy choć odrobinę schodził, prosiłyśmy moją mamę, aby nam poprawiła. Kamil widząc to zrobił ogromne oczy i z przerażeniem powiedział do mojej mamy: " Daga, one się nie myją...?! Boże, sanepid mnie za to zamknie...! " . Wszyscy mieli z tego niezły ubaw, a my, gdy skończyłyśmy rozmawiać, wróciłyśmy do auta i pojechałyśmy do domu.
Koncert był naprawdę świetny i bardzo się cieszę, że udało nam się spotkać z Kamilem kolejny raz. Na koniec pokażę Wam kilka zdjęć z tego dnia.
Czekając na koncert...
Zdjęcia z Kamilem...

I słynne podpisy..
To by było wszystko na dzisiaj. Do zobaczenia w następnych postach, bye!









